| I Melody I 4 lata I 1 lipiec I Mustang I Kasztanowa I Piastunka Źrebiąt I |
Przeszłość często boli...
Indiańska Melodia, takie imię nadali jej Indianie z plemienia Calusa. Czyli że żyła ona z Indianami? Nie, nie żyła z nimi. Owszem, nadali jej imię, ale to tylko przez to że jako źrebię przychodziła do nich wieczorami ze swoją mamą, Młodą Różą, oglądać ich zabawy przy ogniu oraz słuchać muzyki. Jej mama również nie była oswojoną klaczą, byli oni wolni. Ich stado było niedaleko Indian, więc nie mieli największych problemów dotrzeć do nich. Przejść tylko skrawek polany, zagajnik i byli już na miejscu. Minęło trochę czasu, a młodego Mustanga postanowił oswoić syn wodza, Wartki Potok. Gdy tylko zobaczył zbliżającą się klaczkę, zbierał jabłka i kładł je przy wejściu do Tipi, a sam siadywał niedaleko oglądając czyny młodego konia. Miała ona wtedy z 1 rok i parę miesięcy. Raz, gdy szła ze swoją mamą do Indian, z krzaków wyskoczyła im puma. Dobrze zbudowana, dosyć duża. Z pewnością samiec, który nie miał dobrych zamiarów. Warczał głośno, szczerzył kły. Naskoczył na dorosłego mustanga, wbijając kły w kark, a pazury w szyję. Klacz pisnęła z bólu i zaczęła skakać, aby zwalić kota. Na marne, tylko pogorszyła sytuację. Miała całą szyję od krwi, jej córka zesztywniała z przerażenia. Nie miała pojęcia co robić, dlatego uciekła szlochając. I tak jej matka po chwili padła martwa na ziemię, gniada klacz widziała to. Widziała również, jak puma rozszarpuje ją. Była oszołomiona tym wszystkim, przerażona. Nie patrzała gdzie biegnie, nie obchodziło jej nawet to. Wciąż miała widok matki, prawie całej od krwi... Nie powróciła już do Stada, zbyt dużo wspomnień z Młodą Różą. Wędrowała przez ten świat, sama uczyła się wszystkiego. Nieraz mogła zginąć, wciąż uchodziła z życiem. Miała szczęście, lecz ona tak nie uważała. Miała wielkiego pecha, bo straciła matkę, przyjaciół jak i Stado. Tęskniła nawet za Indian. Była sama jak palec....Do czasu.
Żyj teraźniejszością, a nie przeszłością.
Witaj. - Do drobnej klaczy podszedł zwalisty ogier. Skinął garbonosym łbem i uśmiechnął się lekko. - Zwą mnie Argomael. Witaj w naszych skromnych progach. - Machnął ogonem odganiając natrętne owady.
OdpowiedzUsuń*Spojrzała w stronę klaczy i rozszerzyła chrapy* Witaj. Imię moje brzmi Ferrari. *Zastrzygła uszami i przystąpiła z nogi na nogę* Witaj w naszym stadzie. *Skinęła łbem*
OdpowiedzUsuń*Kara dość masywna klacz podeszła do nowej* Ohayo *przywitała się w sposób charakterystyczny do siebie* Witam cie w stadzie. Przepraszam, że tak późno.* Uśmiechnęła się przepraszająco.* Jestem Arjuna, ale wystarczy Ar.
OdpowiedzUsuń