Ferrari

Niektórzy twierdzą, że konie żyją z ludźmi w pokoju. Że nie skrzywdzą poważnie człowieka a zwłaszcza dziecka. Cóż, jak kto uważa. Ja mam na ten temat inne zdanie. Zwę się Ferrari i opowiem wam moją historię.
W mojej pamięci dzień urodzenia został uhonorowany mianem dnia wyjątkowego. Razem ze mną na świat przyszedł mój brat. Było to 21 kwietnia, czyli od dnia tego minęły już 4 lata. Cała nasza rodzina, z pradziada na pradziada była końmi czystej krwi angielskiej. Moja matka oraz mój ojciec startowali nie tylko w wyścigach, ale również w WKKW, co w tamtym okresie było rzadkością. Oczywiście najwięcej nagród otrzymali podczas wyścigów. Matka, jako że była ze mną przez pierwsze 3 lata życia, bardzo pragnęła, bym kontynuowała rodzinną tradycję. Uważałam, że czemu nie, w końcu jestem do tego stworzona. Do czasu.
Kiedy liczyłam sobie właśnie trzy lata, zaczęłam regularne treningi. Podobało mi się to, nawet bardzo. Wierzyłam, że kiedyś będę osiągała takie sukcesy jak moi przodkowie. Jednak pewnego dnia wszystko się skończyło. Mój opiekun zabrał mnie na prawdziwy tor wyścigowy. Do ćwiczeń, ma się rozumieć. Wszystko szło jak po maśle, ale nagle zaczęło na mnie biec stado koni wyścigowych. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego się spłoszyły. Właściciele koni zaczęli zatrzymywać konie, ale niestety zbyt późno. Nim się obejrzałam, leżałam jak długa na torze. Potwornie piekła mnie noga. Mój opiekun oczywiście raczył zabrać mnie do specjalisty, ale po niezadowalającej opinii, załamał się.
Kilka dni później obudziłam się w starej, walącej się szopie. Moja noga była co prawda owinięta w bandaż, ale to nie uśmierzyło bólu. Wywlekłam się tak ze starej szopy, po czym zaczęłam szukać jakiegoś miejsca, w którym mogłabym spocząć. Wydawało mi się, że trwało to wieki. Bandaż już dawno mi odszedł, a noga przestała boleć. Jedyne, co mnie bolało, to serce. Ufałam swojemu właścicielowi, ale ludzie to ludzie. W końcu znalazłam coś na podobieństwo stadniny. Okazało się, że był to ośrodek jazdy konnej. Przyjęli mnie tam z miłością, ale ja nadal dopiero przyzwyczajałam się do tego miejsca i ludzi. Kiedy jednak chcieli mnie wykorzystać do jazdy i wsadzić na siodło małego kursanta, na początku nie miałam obaw co do możliwości malucha. Niestety, przekonałam się. Po jeździe dziecko szarpało mi skórę i włosy, głaskało cały czas i straszyło mnie. Nie mogłam wytrzymać, więc kiedy po raz kolejny dziecko weszło mi za zad, kopnęłam je z całej siły. Nie wiem, co się dokładnie stało, ale wiem, że matka tego dziecka przeraźliwie płakała. Mnie to nie ruszyło. Wiedziałam, że już nigdy człowiekowi nie zaufam. Oczywiście właściciele ośrodka pobili mnie batami, aż w końcu uciekłam. Znowu zaczęłam wędrować w nieskończoność. Ale w końcu trafiłam tutaj.
____________________________________________________________________________
Witam was :) Mówię od razu, że jest to mój drugi blog RPG, na którym funkcjonuję, więc nie jestem w tym świecie nowa.
Kilka dni później obudziłam się w starej, walącej się szopie. Moja noga była co prawda owinięta w bandaż, ale to nie uśmierzyło bólu. Wywlekłam się tak ze starej szopy, po czym zaczęłam szukać jakiegoś miejsca, w którym mogłabym spocząć. Wydawało mi się, że trwało to wieki. Bandaż już dawno mi odszedł, a noga przestała boleć. Jedyne, co mnie bolało, to serce. Ufałam swojemu właścicielowi, ale ludzie to ludzie. W końcu znalazłam coś na podobieństwo stadniny. Okazało się, że był to ośrodek jazdy konnej. Przyjęli mnie tam z miłością, ale ja nadal dopiero przyzwyczajałam się do tego miejsca i ludzi. Kiedy jednak chcieli mnie wykorzystać do jazdy i wsadzić na siodło małego kursanta, na początku nie miałam obaw co do możliwości malucha. Niestety, przekonałam się. Po jeździe dziecko szarpało mi skórę i włosy, głaskało cały czas i straszyło mnie. Nie mogłam wytrzymać, więc kiedy po raz kolejny dziecko weszło mi za zad, kopnęłam je z całej siły. Nie wiem, co się dokładnie stało, ale wiem, że matka tego dziecka przeraźliwie płakała. Mnie to nie ruszyło. Wiedziałam, że już nigdy człowiekowi nie zaufam. Oczywiście właściciele ośrodka pobili mnie batami, aż w końcu uciekłam. Znowu zaczęłam wędrować w nieskończoność. Ale w końcu trafiłam tutaj.
____________________________________________________________________________
Witam was :) Mówię od razu, że jest to mój drugi blog RPG, na którym funkcjonuję, więc nie jestem w tym świecie nowa.
Dość masywna, kara klacz podeszła do nowej. - Ohayo - Przywitała się z nią i uśmiechnęła lekko. - Jestem Arjuna, ale wystarczy Ar. - Przecięła ze świstem powietrze ogonem.
OdpowiedzUsuńCiemne spojrzenie karosza spoczęło na przybyłej klaczy. Parsknął z zadowoleniem i z wolna podszedł do klaczy. Skinął wielkim łbem, a gęsta grzywa opadła mu na ślepia. - Witaj w śród nas. - Na mięsisty pysk wystąpił uśmiech. - Jestem Argomael. W razie pytań, możesz się do mnie zwrócić. - Machnął długim ogonem odganiając natrętne owady.
OdpowiedzUsuń