|| KAYTSHEN ||
|| NEB ||
|| Klacz | 5,5 lat | Pireneje ||
|| Koń andaluzyjski ||
|| Zielarz ||
Klacz pochodząca z pięknego rodu koni andaluzyjskich przybyła na tereny stada nie przez przypadek. Od dawna wędrowała po górzystych terenach, stepach i mokradłach zdzierając kopyta, plącząc grzywę i wypłakując oczy z powodu wiecznie wpadającego kurzu, by dostać się na teren osławionego, końskiego stada, które nie liczy już sobie tylu członków co przed laty...
|| O NIEJ ||
Ze spokojem można stwierdzić, że jest to przedstawicielka niezależna, odważna i na pewno samowystarczalna. Spokojem niemal dorównuje najlepszemu buddyście, a wyrozumiałością nie jednej matce. Mimo dość młodego wieku, bo koń w wieku 5 lat to nie jest wielce stary zwierz, wykazuje się cierpliwością i stanowczością. Jest nazbyt poważna, nie ulega emocją. Stoik, można ją nazwać bez obaw. Milcząca i opanowana. Często wędruje samotnie po lesie katalogując w szufladkach swojego mózgu napotkane rośliny. Lecz natura spokojnego kwiatu lotosu na łagodnej tafli wody może wprowadzić w błąd niczym delikatny strumień, który głębiej skrywa wartki nurt. Siła, upór i odwaga tworzą razem ładunek, którego wybuch powoduje wielkie szkody.
Wyglądem niechybnie przyciąga uwagę. Nie wyrosła wysoka, wzrost waha się u niej od 150 do 153cm. Duże, hebanowe oczy wysoko osadzone na lekko wypukłym profilu głowy. Kręcona grzywa w kolorze wpadającym od bladego kasztana do beżu opada kaskadą po wygiętej w miękki łuk, grubej szyi i szerokiej klatce. Kilka kosmyków zawadiacko zahaczone o owalne, sterczące uszy opadana na szerokim czole. Jest maści siwo jabłkowitej.
|| HISTORIA ||
' Moja wędrówka była żmudna i wyczerpująca. Nachodziły mnie czasami dni, gdzie chciałam zrezygnować z podróży do tego stada, lecz ostatecznie nie zamierzałam przerywać zamierzonego sobie celu. To była moja misja. Misja na lepsze życie. Z dala od świata ogarniętego ludzką ręką... '
Neb urodziła się w osławionych górach, Pirenejach, po stronie Hiszpanii dnia 27 czerwca. Należała do małego stadka dzikich koni, które wędrowało po odstępach górskich i u podnóży wielkich gór. Do czasu, gdy nie pochwycili ich ludzie..
' Nie miałam więcej niż jedną wiosnę. Matka nakazała mi uciekać, jednak wrodzony upór i odwaga po ojcu wygrała i zostałam, by pomóc w ucieczce. Większości stada udało się uciec, w tym moim rodzicom, jednak ja zostałam pochwycona. Przewieziono mnie i kilku innych moim kompanów w wielkich, drewnianych skrzyniach wgłąb Hiszpanii. Upał dawał nam się we znaki. Przez kilka kolejnych dni byliśmy wciąż transportowani w nieznane nam miejsce, aż w końcu, w otwory między deskami wdarła się orzeźwiająca bryza.. '
Ponad horyzontem rozbrzmiewały skrzeki mew, a po błękicie nieba przesuwały się leniwie puchate obłoki. W stadninie koni położonej na półwyspie, w mieście Kedyks, ludzie szykowali się na przyjęcie nowych mieszkańców stadniny. Wszyscy byli gotowi na wszystko, po dzikich koniach można było w końcu spodziewać się wszystkiego. Po kolei, każdy z przedstawicieli koni andaluzyjskich został wypuszczonych na pastwisko z wyjątkiem jednego. Mała klaczka o już długiej grzywie i uwydatniającym się pięknym profilu głowy spokojnym krokiem wyszła na trawiaste pastwisko, stukając niepodkutymi kopytami po deskach podestu. Zarżała piskliwie nawołując matkę i ze spokojem podbiegła do reszty stada, która oddaliła się w drugi koniec pastwiska..' Nie wiedzieliśmy, co się z nami teraz stanie. Bałam się, że stado mnie odtrąci, na szczęście tak się nie stało i bronili mnie jak rodzina. Nie pozwolili się do mnie nikomu zbliżać, zarówno koniom jak i ludziom. W końcu zostałam odseparowana, ludzie stwierdzili, że skoro jestem taka młoda to łatwiej będzie mnie złamać i szybciej stanę się posłusznym koniem jeździeckim. Jasne, nasza rana charakteryzuje się tym, że łatwo ufają ludziom, jednak ja niezbyt w to wierzyłam. Przetrzymywali mnie tak przez dwa lata próbując bezskutecznie oswoić. W końcu zdecydowali się mnie pozbyć.. '
- Nie zrobimy z niej nic. Jest nazbyt narowista. Minęły dwa lata odkąd została pochwycona, reszta jej stada bez problemu dała się oswoić jednak ona jest niepochwytna. Jak mgła.
- Mgła. Masz rację. Wiesz, przez te lata nie nadaliśmy jej nawet imienia. - krępy mężczyzna o gęstym zaroście i ciemnej karnacji jak na hiszpana przystało spojrzał na o wiele bladszego mężczyznę od siebie z uniesionymi brwiami.
- Neb. To będzie odpowiednie imię dla niej. - powiedział anglik wachlując się cylindrem. - Zabiorę ją do siebie, do Anglii. Może i nie daje się oswoić, ale widok tak pięknej, zdrowej klaczy cieszy oczy. Szkoda byłoby się pozbyć takiego konia. Zapłacę każdą cenę, Paulo. - poklepał przyjaciela po barku. - Przemyśl tą propozycję. - zostawił mężczyznę samego przed ogrodzeniem, za którym pasła się Neb.
Tego samego wieczoru podpisano umowę i Paulo sprzedał klacz za niemałą sumkę. Wkrótce miała zobaczyć nowy świat.
' Oczywiście sprawiałam problemy przy załadowaniu do przyczepy, że nie wspomnę o tym jak śmiesznie było patrzeć na nich jak próbują zarzucić na mnie te ich liny. Jak łatwo się domyślić, uciekłam nim zamknęli za mną klapę przyczepy. Biedny Paulo musiał oddać pieniądze, za które mnie kupiono. A ja byłam w końcu wolna.. '
Droga przez odstępy Hiszpanii trwała krócej niż przy przewożeniu w skrzyniach. Gdy jej hebanowe oczy ujrzały czubki Pirenejów serce zadrżało uradowane w piersi. Wspomnienia ożyły jakby to, co zdarzyło się dwa lata temu było zaledwie wczoraj. Parskając wbiegła u podnóży gór na starą polanę, jej rżenie odbijało się echem od skał. Ryła kopytami w ziemi wyczekując niecierpliwie odzewu, którego nie uzyskała..' W tamtym momencie poczułam się jakbym straciła coś niewyobrażalnie ważnego. Serce pękło mi w piersi jak rozdarta w pół kartka. Nie sądziłam, że można pogrążyć się w takim smutku. Przez następne dni przemierzałam odstępy górskie w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów mojego starego stada. Moich rodziców. Jedyne co znalazłam to niewzruszone skały, opuszczone polany, milczące drzewa. Nie pamiętam w jaki sposób usłyszałam o stadzie HOTW, jednak bez namysły wyruszyłam w poszukiwaniu owego miejsca. Poszukiwania i podróż zajęła mi kolejne dwa lata.. '
Klacz przez te lata strasznie się zmieniła. Choć w głębi nadal była tą upartą, żywiołową klaczą, która w obronie najbliższych jest gotowa rzucić się w ogień, to w większości przeważał teraz rozsądek. Stała się zbyt dorosła jak na swój wiek, nie zaprzątała sobie głowy czymś takim jak zabawą. Nie umiała się bawić, jednak radość sprawia jej oglądanie młodych koni radujących się życiem. Cieszy się, że one przynajmniej mają lekkie życie. Gdy trafiła na tereny stada była już wykształcona w zielarstwie, lecz nie była ekspertem w tej dziedzinie. Po rozmowie z przywódcą stada zajęła przynależne miejsce w gronie członków stada. Z uśmiechem teraz spogląda w nadchodząca przyszłość.

|| CIEKAWOSTKI ||
- Panicznie boi się psowatych.
- Mało kto zna jej prawdziwe imię nadane przez rodziców.
- Ma obsesje na punkcie kwiatów.
- W wietrzne dni idzie na wysoką górę, by znów poczuć się jak w Pirenejach.
- Nie ma partnera.
- Nie jest względem kogo opiekuńcza. Po prostu się przywiązuje.
- Znacznie bardziej przepada za chłodem niż ciepłem.
- Często znika na długie godziny lub nawet dni.
- Jej marzeniem jest znów spotkać rodzinę.
_ _ _ _ _ _ _
|| KONTAKT ||
Gg: 38472563
Fb: prywatnie
Skype: decuu...
_ _ _ _ _ _ _ _
• Zastrzegam sobie wszelkie prawa KP.
• KP może ulec zmianie w najbliższym lub dalszym czasie.
• Chętna na prowadzenie wątku w komentarzach.

Dzień dobry. - Zza rosłego drzewa wyłonił się równie potężny karosz. Wolnym, lecz dostojnym krokiem podszedł do klaczy. - Zwą mnie Argomael. Miło mi Cię powitać w stadzie. - Mięsisty pysk spowił delikatny uśmiech.
OdpowiedzUsuńPlamkowana klaczka zauważyła nieznaną jej postać na polanie, a że w sumie to mało kogo jeszcze znała w tym stadzie, postanowiła podejść i się przywitać. Podreptała bliżej nowej osoby i zatrzymała się kawałek od niej.- Cześć, jestem Sasha. - przedstawiła się z uśmiechem i zastrzygła nieznacznie uchem.
OdpowiedzUsuń[ Masz piękne focie konia... Cieeekawe kto jee znalazł hmmm xd *sarkazm* ♥ ]
| Sashu. |
(Piękne focie konia. Debo jest najlepszy. Sama mam postać z wyglądem tego cudownego wybryku natury <3 Witaj u nas!) | Jutrzenka
OdpowiedzUsuńKara podeszła do przybyłej. - Ohayo. Jestem ganaszując gm Arjuna. - Kara kiwnęła łbem ganaszując go lekko przy tym, stare nawyki. - Jak ci się w stadzie podoba? - zdmuchnęła długa grzywkę.
OdpowiedzUsuń-Mnie też miło cię poznać Neb. - stwierdziła nie przestając się uśmiechać. Cały czas lustrowała klacz spojrzeniem swoich bladoniebieskich ślepi. - Skąd jeesteś? - zapytała praktycznie od razu nie mogąc powstrzymać swojego zaciekawienia postacią Neb, poza tym nie chciała żeby ich rozmowa kończyła się tylko na przedstawieniu się sobie nawzajem.
OdpowiedzUsuń| Sashu. |
- Mi również miło, Neb. - Uśmiechnęła się lekko. Zauważyła, że klacz się nie uśmiecha, ale nie odebrała tego w zły sposób. . - Naprawdę miło mi to słyszeć, jak chcesz mogę pokazać ci tereny. - Machnęła ogonem i strzyknęła uchem.
OdpowiedzUsuń