- Zorza Polarna -
- Klacz fryzyjska -
- Kawaleria ciężka -
- 10 lat -
+ Charakter +
Wolna od rasowych uprzedzeń, zażarcie broniąca się przed wszelakiej maści zmianami. Pała do nich nienawiścią tak wielce zaawansowaną, że aż czasami przerastającą dotychczasowe wyobrażenia zawiści. Pierwotnie powita z zamiłowaniem do ognia, nie cierpi być mokra ani na dłużej fizycznie łapać wodą jakiegokolwiek kontaktu. W związku z tym stara się unikać różnorakich zbiorników takich jak sadzawki czy strumyki i trzyma się bliżej zieleni. Żywi niesamowity respekt dla wszystkiego, co czyste i święte, stworzone przez patronów przyrody. Nie brzydzi się jednak grzechem, ani rozpustą. Istota niebywale zmienna. Z reguły płocha, zdolna bać się łopoczących motylich skrzydełek, może przeistoczyć się w pragnącą ściągać skalpy dzikuskę. Wie, że świat zdominowany przez przepych nie jest przychylny dla tych, co używają innego pudru. Opływająca uległością wobec prostej płci. Stara się, aby wszystko wokół niej emanowało jak najlepszą energią, w żyłach, pod opoką piersi serce tłoczy burzliwą krew, charakterystyczną dla fryzyjskich tworów. Nawet najbardziej przytłaczające upokorzenie nie jest w stanie złamać siły ducha tej bestii. Sporadycznie wręcz stosuje się do zasady „wet za wet”. W chwili strachu staje się nieobliczalna i trudno nad nią zapanować. Boleje nad cierpieniem boskiego dzieła. Ciepło oscylujące na łamach ulotnej osobowości. Dumna nie z pustej próżności lecz lecz dlatego że ma się czym szczycić. Żywot jej bowiem obfitował w zwycięskie podboje. Nie igraj z ogniem jej ducha, bo możesz się sparzyć. U schyłku swego istnienia jako obumarła, z gałęzi opadła ptaszyna, bez cienia żalu nad sobą odpłynie w niebyt.
+ Aparycja +
Bogowie obdarzyli ją hojnie w swej łaskawości, jeśliby tak przyjrzeć się z goła całej wroniej postaci. Ptaki przy niej chowają swe smoliste pióra, blednąc z zazdrości o granatowy połysk. Niczym Nike pełna zwierzęcej finezji, często mylona z drapieżcami. Wykuta umiejętnie dłutem natury dla uciechy oka, wdziękami ujmująca. Ruchy ciała rodzą się w płynności, do szczętu przesączone subtelną nonszalancją. Idąc, wydaje się nie dotykać ziemi. Rosłego wzrostu stworzenie, ogierom jak dęby mocnym i rosłym do oczu sięgające. Złudnie smagła, dająca pozory bezradności. Krucza powłoka współgra brutalnie z helladzkimi, ostrymi rysami, zasnutymi zwykle kaskadą czarnych, karbonwanych pukli pełznących po pysku niczym węże, oddających po części doskonale jej hulaszczy charakter. Chyże jak chart oczy patrzą na świat z nabytą przez lata nostalgią, siłą miażdżącą głupców która bezlitośnie okiełznała. Pożerają każdego kto odważy się weń spojrzeć niecodziennym magnetyzmem. Nie pozwalają obrócić głowy przeciętnemu stworowi. Niezdrowy rozsądek tli się ledwie zauważalnie gdzieś na dnie czarnych drobinek jej wąskich źrenic, obleczonych zwodniczo w błękit tęczówek. Z nich wyczytasz najwięcej. Sarnie spojrzenie wyziera zawsze podstępnie, jakoby mglista łuna spod na połę zwartych powiek. Skryte za bujną opoką jak wędlistych, cholernie długich rzęs taksuje Cię w poszukiwaniu utraconego sedna. Zagubionego dawno sensu istnienia gdzieś na życiowej drodze. Zawsze uśmiechnięta w ten trącący grzeczną sugestią, dobrotliwy grymas nigdy nie powie, gdzie ją bodło, za to oszczędzi głosu i ośmieli się milczeć. Dysponuje niesamowitą krzepkością, przy czym zdolna jest pokonać niesamowite dystanse. Naziemne manewry nie stanowią dlań żadnej przeszkody mimo sporego gabarytu. + Inne +
~* Cieszy się wyczulonym zmysłem równowagi i brakiem czułości na bodźce zewnętrzne. *~
~* Za czasów świetności przewodziła Koniom Wiatru razem ze swoją przyjaciółką, Laguną. Po latach zdecydowała się wrócić i zwerbować do armii. *~
~* Ma niebieskie ślepia, są jej znakiem rozpoznawczym. *~


Dzień dobry - Karosz z wolna podszedł do nowej klaczy. Zlustrował ją uważnie patrząc na jej drobną posturę względem jego samego. - Zwą mnie Argomael. Cóż Ciebie tutaj, do tego przez boga zapomnianego zakątka świata, przywiało? - Na jego dwukolorowym pysku pojawił się uśmiech.
OdpowiedzUsuńZniżył nieco garbonosy łeb, by spojrzeć klaczy w ślepia. - Jest jeszcze ze mną inna klacz, Arjuna, jednak jak zwykle chadza swoimi drogami. - Uśmiechnął się ciepło ku kruczej i machnął ciężkim ogonem. - Me serce żywi ogrom nadziei, iż sami tutaj nie pozostaniemy. - Wyprostował się i odsunął od klaczy, kierując się ku polanie. - Czy panienka zechce mi potowarzyszyć? - Rzucił u towarzyszce z lekkim uśmiechem na pysku.
OdpowiedzUsuńArjuna podeszła do fryzyjki - Ohayo, przepraszam, że tak późno. - Uśmiechnęła się zażenowana.
OdpowiedzUsuń